1.
Mój ogród spokoju został zmącony w bardzo błahy, acz irytujący sposób. Od rana miałam w pracy dobry nastrój, wręcz doskonały. Słuchałam muzyki, robiłam swoje, szło dobrze.
Czasem zerknęłam w fb. Telefon leży sobie obok, czasem skieruję myśli w inną stronę dla odmiany, to zdrowo na kilka minut przerwać pracę.
Zobaczyłam zdjęcie na jakiejś randomowej grupie. Nawet ładne. Zobaczyłam dyskusję pod nim. Wypowiedziałam się kulturalnie. Reakcja była taka, jakbym autora zaatakowała. Natychmiast rozmowa zeszła na inny tor, autor już absolutnie nie wypowiadał się na temat fotografii. Pozwoliłam wciągnąć się w tę gierkę. Zepsuty świat rozdał swoje zgniłe karty, którymi ja zagrałam.
Miałam po tym kaca. W kilkanaście minut rozpętało się istne przedszkole, aż w końcu skasowałam całe swoje "drzewko" dialogowe.
Ubabrałam się w łajnie świata, którego nie czuję się częścią i to podłe wrażenie pozostało we mnie na dłużej. Do wieczora miałam wisielczy nastrój.
Jaki nastrój takie zajęcie. Wyszukałam sobie najpodlejszy film, a postarałam się, oj postarałam... Miał być stary, najlepiej z lat osiemdziesiątych, jakiś tani, niepokojący horror.
Znalazłam produkcję z osiemdziesiątego siódmego. Mój rocznik. Przypadek? Na pewno nie. Najpodlejszy z podłych. Okazało się, że nawet ma kilka części.
Po obejrzeniu nic mi się nie poprawiło, ale stwierdziłam, że jak na horror z tamtych lat, wcale nie był tandetny, a fabuła całkiem podła, ale wymyślna. Nigdy nie widziałam nawet podobnej, jak żyję.
Znacie "Hellriser"?
Ostatecznie nastrój poprawił mi telefon kolegi, który chciał sobie trochę ponarzekać, a później pogadaliśmy sobie o wakacjach i mi przeszła wszelka podłość. Jednak pogadać z człowiekiem jest z goła lepiej, by odnaleźć remedium na wszelkie podłości tego świata.
Po raz kolejny stwierdzam, że nie warto zamykać się z podłymi uczuciami w swojej samotności. Czasami nawet pogadać o dupie marynie, jest sto razy lepiej.
2.
Dzień następny.
Rano umówiłam się ze znajomymi na wycieczkę. Ja tym razem prowadziłam. Spędziliśmy udany świetny czas, cel dopisał, było ładnie.
Wracając, zirytował mnie gps. Miałam głośnik na ful, żeby nie przegapić żadnego zjazdu, bo wiadomo, że w towarzystwie można się zagadać i zasłuchać.
W pewnym momencie gps powiedział, że mam zjechać na prawy pas. Spojrzałam na mapkę, będzie zjazd z autostrady. Przygotowałam się więc i zjechałam. I nagle z 30 minut do domu, zrobiła się godzina. Dlaczego gps zmienił trasę na dłuższą sam bez zapytania?
Gdy już u nas w mieście rozstaliśmy się, wracając do domu, stanęłam twarzą w twarz z efektami kolizji, która wydarzyła się na około minutę, zanim tamtędy przejechałam. A gdy przejeżdżałam, zobaczyłam obrazek jak z horroru. Stłuczka motocyklisty z samochodem. Samochód skasowany, motocykl też. Na trawie leżał motocyklista. Był przytomny, nie mógł wstać. Ten obrazek tak mi się wrył w pamięć, że do tej pory pamiętam jego twarz.
Patrząc na niego, odruchowo zaczęłam się rozglądać gdzie stanąć. Zwykły ludzki odruch. Ale zaraz! Przecież nie jestem ratownikiem, co mogę zrobić? Wjechała bezsilność.
Zobaczyłam wielu ludzi biegnących do niego z różnych stron. Pojechałam dalej. Ręce mi drżały.
Weszłam do domu, jakoś nie potrafiłam się uspokoić jeszcze długo. Musiałam iść do sklepu, a ścieżka ode mnie, wiedzie przez miejsce wypadku. Gdy parkowałam pod blokiem, słyszałam pojazdy na sygnale, więc wiedziałam, że gdy tam pójdę, motocyklista będzie już pewnie w karetce.
Poszłam, co miałam za wyjście, jutro niedziela. Ręce przestały mi drżeć, zaczęłam racjonalizować rzeczywistość.
Przeszłam obok skasowanego motocykla. Przeszłam dokładnie po miejscu, w którym wcześniej leżał motocyklista. Tak po prostu wiedzie ścieżka. Dwa wozy strażackie blokowały przejazd w obie strony ulicy. Policja. Karetka też jeszcze stała. Z pacjentem.
Później "poprawiłam" sobie doznania, wracając ze sklepu do domu. Karetki już nie było. Usłyszałam, że motocyklista wyprzedzał korek, kierowca samochodu nie zauważył go w lusterku.
No. Wygadałam się, a teraz puszczę sobie drugą część podłego filmu. Nie jestem w stanie niczego więcej zrobić. Mój umysł chce się zakleić czymś nierealnym.
Mam dość tego świata, naprawdę. Z wiekiem coraz bardziej.
Nie, nie dzwonię dziś do nikogo. Wieczorem widzę się z kumplem, jutro ze znajomymi na grillu, więc będę żyć, nie martwcie się o mnie, chciałam jedynie powiedzieć, że świat jest podlejszy od najgorszego kina.
No zdarzają sie takie momenty, że albo drink i sen, albo koniecznie wygadać się do czysta. GPS robi takie niespodzianki, często kieruje nas na jakieś boczne drogi, gdy przed nami trasa prosta i szeroka... pół biedy, gdy znana okolica, ale gdy jesteśmy na drugim końcu Polski, to raczej ufamy nawigacji, co nie zawsze jest fajne.
OdpowiedzUsuńTytuł horroru nic mi nie mówi, więc pewnie nie widziałam...
Wygadać się do czysta... muszę to zapamiętać.
Usuń„Reakcja była taka, jakbym autora zaatakowała. (…) Miałam po tym kaca”.
OdpowiedzUsuńDoskonale to rozumiem. Często podaję taki przykład:
Idziesz ulicą i mija cię zaniedbany człowiek, może bezdomny, wyraźnie pijany albo będący pod wpływem narkotyków. Nagle zaczyna cię zaczepiać, wyzywać, kwestionować twoją urodę i inteligencję, obrzuca cię wulgaryzmami. Co wtedy robisz? Najprawdopodobniej nie wdajesz się z nim w dyskusję, nie pytasz: „A dlaczego pan tak uważa?”, tylko starasz się jak najszybciej odejść i po chwili o całym zdarzeniu zapominasz. Być może nawet zrobi ci się go żal. Ale nie sądzę, żebyś choć przez moment potraktowała jego słowa poważnie.
W Internecie bywa bardzo podobnie. Tyle że tacy ludzie są anonimowi i często na początku potrafią sprawiać całkiem dobre wrażenie. Dopiero po chwili okazuje się, że ich celem nie jest rozmowa, lecz obrażanie, prowokowanie albo wywoływanie konfliktów. Dlatego nauczyłem się takie osoby po prostu ignorować i nie przywiązywać większej wagi do tego, co piszą. Szczerze mówiąc, już od dawna nie trafiłem na podobną sytuację.
Od dawna stosuję następującą dewizę: „Nigdy nie dyskutuj z idiotami. Oni tylko sprowadzą cię do swojego poziomu i pokonają swoim rozległym doświadczeniem”.
Co do punktu drugiego – myślę, że niemal każdy zareagowałby podobnie. Sam kiedyś, na szczęście z dużej odległości, byłem świadkiem tragicznego wypadku drogowego, który zakończył się znacznie gorzej niż ten opisany przez Ciebie. Z kolei jeden z moich klientów był zawodowym ratownikiem medycznym. Mimo wieloletniego doświadczenia po szczególnie dramatycznej akcji musiał skorzystać ze zwolnienia lekarskiego. Nawet osoby na co dzień stykające się z ludzkim cierpieniem mają swoje granice odporności. Jesteśmy tylko ludźmi i takie reakcje są całkowicie zrozumiałe.
Nie w żadnym razie i absolutnie nie wzięłam do serca tego co autor do mnie pisał, to wierutne bzdury. Chodzi mi o to, że dałam się w to wciągnąć. Powinnam przerwać już po pierwszej jego odpowiedzi.
UsuńTa osoba potem zaczęła wypisywać dalsze bzdury do mojego kolegi, który rzekomo miał zainterweniować i mnie zganić. Padły nawet słowa, że mam nie przeszkadzać jak dorośli rozmawiają, ale ja jestem od autora starsza, więc nawet mnie to lekko rozbawiło.
Niemniej jednak mam nadzieję, że nigdy więcej. Ale ludzie są zepsuci do szpiku. Poznałam niedawno kolegę, bardzo sympatyczny, wstępnie go polubiłam. Wypowiadał się inteligentniej niż by na to wiek wskazywał (student). I jeszcze tego samego dnia słyszę jak moi dwaj kumple złorzeczą na niego, a jeden nawet planuje mu dać w pysk. Ja już chyba totalnie nie nadaję się do tego świata.
_
Powiem Ci, że po tej sytuacji wśród bliższych osób mój kolega jedynie mnie zrozumiał. Partner mnie zlał totalnie i jeszcze do kuchni wepchnął. Koleżanka, która notabene jest psychologiem, wgl nie chciała o tym gadać, zmieniła szybko temat.
Ja nie wiem, ludzie są zimni jak metal i jeszcze ci tym metalem w łeb dadzą.
Witam i o zdrowie pytam!
OdpowiedzUsuńRozumiem Cię. Ubabrałam się wczoraj podobnie. Mamy grupę blokową, która służy do sąsiedzkiej komunikacji. Pewien czas temu zamieszkał w naszej klatce typek z psem . Pies biega zawsze luzem po klatce i znaczy klatkę moczem z krwią. W trakcie przerwy pracy wyszłam z moim psem na spacer i naprzeciwko naszych drzwi wielka, krwista plama. Napisałam grzecznie na grupie, że proszę o uprzątnięcie, a jeśli to po psie to pilnie do weterynarza.
Odpowiedzi i poziom spitolenia ludzi przeraził mnie i wbił w podłogę, a to zwykła prośba była. Od skąd jestem pewna, że to pies po czy nie mam lepszych problemów w życiu.
Raz miałam podobną sytuację z wypadkiem. No prawie. Nie prowadziłam, a jechałam z psiapsi nad morzem tramwajem. Młoda dziewczyna potrąciła śmiertelnie kobietę na przejściu. Kucała na trawie i płakała, a nieopodal leżała tamta w czarnym worku. Nie odezwałyśmy się z koleżanką do siebie do końca dnia, a wieczorem obie rozpłakałyśmy.
Otóż to, właśnie wyżej napisałam w odpowiedzi Jackowi, że chyba nie nadaję się do tego świata.
Usuń_
Skoro świadek doznaje traumy, to co dopiero sprawca...