2026/07/04

Klimatyzacja.

W dawnych czasach w samochodach nie było klimatyzacji i każdy sobie jakoś radził. Pamiętam wielogodzinne eskapady na wakacje. Upały, wszystkie szyby w dół i telewizorek na kolanach.
Nikt sobie z tego problemów nie robił.

Pojechałam ze znajomymi na trip wokół Wrocławia – to był wtedy najskwarniejszy dzień, termometr wskazywał dokładnie 41 stopni Celsjusza.
Wrocław do tego był najcieplejszym punktem na mapie Polski.

Rano wysiadła nam w samochodzie klima. Nic to – mówimy sobie – kiedyś tak się żyło.

Konsekwencje jednak nas zaskoczyły. W południe straciliśmy ochotę na zwiedzanie, ale dalej zawzięcie jeździliśmy od punktu do punktu, słabnąc. Zapotrzebowanie na tlen rosło, a tlen znikał, rozpływał się, ulatywał z tego świata...
Przyznam, że czasem dyszałam jak pies, przez pysk. Jęzora co prawda nie wywiesiłam...

Butelki z wodą znikały jedna po drugiej. Napoje izotoniczne, piwa zero % i inne pomoce z elektrolitami w zestawie. Witaminki, minerałki, rozsądne jedzenie, dodatkowe aminki.

W drugiej połowie dnia rozbolały nas głowy.

W efekcie wieczorem, ledwo dojechawszy do domu, stwierdziłam co następuje:

- głowa mnie boli w skali 1-10, 25.
- mdłości, nie jem kolacji
- idę spać
- przespałam 10 godzin

Tuż tuż przed udarem, jestem pełna podziwu dla mojego organizmu, bo we wcześniejszych latach poskładałoby mnie na kilka dni.

Poszłam do pracy jakby nigdy nic, czułam się dobrze, a tam 32 stopnie Celsjusza, powietrze stoi, tlenu brak. Za wcześnie... – pomyślałam sobie. – Zdecydowanie za wcześnie, ledwo co doszłam do siebie, jeszcze nie całkiem zregenerowana, bo czułam się troszkę słabo.
Przed południem musiałam wyjść na zewnątrz, tam wcale nie było chłodniej, tam po prostu był tlen i trochę wiało.
Do 14:00 było już ze mną licho, wychodziłam non stop.
Znalazł się jednak bezpański wentylator. Włączyłam, skierowałam prosto w siebie – niech się dzieje co chce – przeżyłam.

Ciężko po takim wyeksploatowaniu.
Dzięki Bogu już wszystko przeszło, mamy chmury, mamy silny wiatr, jest bardzo dużo tlenu.

Do tego nie da się dobrze przygotować. Ale zawsze można próbować.
Nie żałuję tej wycieczki, bo zawsze lepiej umrzeć w podróży, niż zamulać w domu bezproduktywnie.

11 komentarzy:

  1. Tez pamiętam podróże w góry bez klimy, postój co chwila, cola z lodówki, niby daliśmy radę, ale człowiek dwa dni dochodził do siebie, koszmar.
    Teraz dojechaliśmy po 5 godzinach i zero zmęczenia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No faktycznie... jakoś bardziej pozytywnie to wspominałam, ale rzeczywiście po każdej podróży wszyscy byli wypruci. Ja inaczej to odbierałam, bo byłam dzieckiem. A dziś nawet 12h nie w jeden dzień samochodem nie zabija.

      Usuń
  2. Sądzę, że kiedyś nie było takich wysokich temperatur w Polsce i dlatego dało się żyć bez klimatyzacji, i w samochodach, i w domach. Wczoraj po raz pierwszy na moim samochodowym termometrze, pokazującym temperaturę na zewnątrz, ukazało się +40 C. Klimatyzacja i tak niewiele pomogła—zanim dotarłem do celu, w samochodzie nadal była parówka.

    Dwa lata temu wysiadła u mnie w samochodzie klimatyzacja, gdy akurat wracałem przez kilka dni z USA. Chociaż był wrzesień, taka jazda nie była przyjemna. Powróciwszy do domu, bez namysłu wydałem prawie $1000 na naprawę.

    Znajoma kupiła samochód bez klimatyzacji (aby zaoszczędzić); w czasie pierwszego upalnego lata poleciała do dilera i ją zamontowała (oczywiście, kosztowała więcej, niż pierwotna opcja).

    Jednak w domu staram się klimatyzacji nie włączać, szczególnie źle mi służy w nocy. Mam za to „dehumidifier” (osuszacz powietrza), właściwie włączony cały czas i rzeczywiście świetnie działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że były takie temperatury, moi rodzice to pamiętają, mama jeszcze opowiadała, że kuzynki opalały się na dachu. Rozumiesz, na czarnej papie.
      Ale słońce kiedyś było inne, nikt nie myślał wtedy o żadnych filtrach UV, a teraz wyjdź na słońce na cały dzień bez tego. Ja po takim wybryku mam poparzenia, czerwone plamy. A mam ciemniejszą karnację nieco, jako szatynka, nie wiem co tam w genach jeszcze, ale zawsze opalało mnie na mulatkę. A teraz muszę bardzo uważać, bo słońce mnie parzy.

      Klimę na noc to akurat chciałabym mieć, żeby chociaż o pięć stopni obniżyć temperaturę.
      Wiem, że to zdrowe nie jest. Po Włoszech, kiedy klima chodziła w aucie non stop, od przystanku do przystanku, strasznie po powrocie zachrypłam. Ale bez klimy (próbowaliśmy tak), był dramat. Jednak wiele nam dało, żeby w aucie jednak odpoczywać od temperatury.

      Usuń
  3. Nie wiem, czy bardziej mam ochotę wytargać Cię za uszy, czy jednak poklepać po plecach ;-) To może po prostu dyplomatycznie pogratuluję Ci progresu – przez te minione lata wykonałaś kawał dobrej roboty próbując zahartować się na upały. I chyba zgodnie możemy uznać, że Ci się to udało, skoro wyruszyłaś na tę wycieczkę w głąb piekła i wróciłaś z niej cało, niespopielona!

    Myślę, że dawniej upały dokuczały ludziom tak samo jak teraz. Auta nieznośnie nagrzewały się tak samo, tylko ludzie chyba bardziej byli pogodzeni z losem i zahartowani na niedogodności ;) Klimatyzacja była luksusowym dodatkiem, a nie standardem. Zatem każdy radził sobie, jak mógł – w myśl zasady "każdy orze, jak może". Nawiew i uchylone okna musiały wystarczyć.

    Kiedy zmienialiśmy pojazd, diler samochodowy próbował nam opchnąć taki bez klimatyzacji, ale nie daliśmy się nabić w butelkę ;) Zbyt mocno nienawidzę upałów i za bardzo kocham rześkie powietrze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niespopielona, ale o mały włos. ;P Tak, jestem zadowolona z efektu hartowania, niemniej, upały i tak uważam za bezlitosne i nadal moją ulubioną porą roku jest jesień. XD

      Tak z innej, choć podobnej beczki: kabriolety są przereklamowane. Spróbuj stać w korku bez dachu. Ja doświadczyłam szyberdachu raz w upał i nigdy więcej go nie uchylałam. Roleta zaciągnięta, bo szklany dach to soczewka. Mam u siebie.

      Usuń
  4. Może za krótko mieszkałem w Polsce. Pamiętam, że temperatury w lato powyżej +30 C zdarzały się bardzo rzadko; gdy było +25 C, to było gorąco. Gdy w Kanadzie spędziłem w 1983 r. pierwsze pełne lato, w nieklimatyzowanym mieszkaniu, to niektóre dni były tak gorące, że trudno było wytrzymać, i podobnie było w centrum miasta. To był dla mnie szok w porównaniu z Polską lat 70.

    Taita: w Polsce rzadko jeździłem samochodem (tzn. jako pasażer) i nie przypominam sobie, aby było to uciążliwe w czasie upałów. Może dlatego, że temperatury były niższe, a słowo "klimatyzacja" było pewnie dla mnie niezrozumiałe. W 1993, gdy kupowałem nowy samochód, musiałem zapłacić ok. $1100 (lub $1500) za dodatkową opcję-klimatyzację. Gdy kupiłem drugi samochód w 2002 roku, była ona standardem i od lat chyba nie ma samochodów BEZ klimatyzacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzki umysł ma to do siebie, że lubi wymazywać złe doświadczenia i romantyzować te dobre ;) Może wyparłeś to z pamięci, a może faktycznie nie było to dla Ciebie uciążliwe. Różni ludzi, różne progi tolerancji upałów. Ja mam niestety mały.
      Tak, kiedyś klimatyzacja była luksusem, teraz jest już czymś powszechnym :) Lepiej mieć niż nie mieć!

      Usuń
    2. Wydawało mi się, że kiedyś brak klimy nie był kłopotem, ale przecież ja byłam wtedy dzieciakiem. Dzieci inaczej znoszą upały, natychmiastowo się regenerują i podróż nie jest dla nich tak fizycznie uciążliwa jak dla dorosłych, a zwłaszcza kierowców.
      Dlatego nie pamiętam żadnych przecher z letnimi podróżami autem i jawiło mi się to zawsze jako brak klimy-brak problemu.

      Usuń
  5. Pierwszy samochód miałam bez klimatyzacji, więc jeszcze pamiętam, jak ciężko mi było z małym dzieckiem wówczas trzyletnim dojechać z Warszawy nad Bałtyk.
    Mnie też te bardzo wysokie temperatury nie służyły, ale udaru się nie nabawiłam, bo najgorsze dni spędziłam w domu, w sumie i tak miałam co robić, więc wybór był jasny. Zrezygnowałam przez dwa do trzech dni z tańca, czego szkoda mi najbardziej, ale chyba nawet niektóre kursy się nie odbyły, bo zbyt mało uczestników się zgłosiło.
    Nie mam w domu klimy, ale jest on dość dobrze ocieplony, więc skutki przegrzania pojawiły się dopiero po ponad tygodniu, długo w mieszkaniu było 27 stopni. Teraz ochładza się już kilka dni i jest bardzo przyjemnie. :)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swój trzeci w życiu udar dostałam w domu. To było w Szwajcarii, standardowo powyżej 30 stopni, w mieszkaniu powietrze dosłownie stało, na tarasie roleta rozwinięta na maksa.
      W pewnym momencie mnie ścięło i poszłam do łóżka. Odchorowywałam to dwa dni.
      U mnie w pierwszy dzień ulgi gdy spadła temperatura, nie dało się wywietrzyć mieszkania. Okna pootwierane szeroko, a wiatr z zewnątrz nie chciał wejść do środka. Dramat to był! O_O

      Usuń