Piszę ten artykuł dla siebie, by potem nie zgubić. Może ktoś z Was skorzysta, a może to będzie kolejna "wiedza bezużyteczna", która da zabłysnąć w towarzystwie.
Trening górnej partii ciała.
Wielu biegaczy omija ten element, czasem słyszę, że nie chcą być za ciężcy.
Kobiety pomijają tę partię, jednak od nich słyszę najczęściej, że boją się, iż będą wyglądać jak chłopy: za szerokie w barach, zbyt rozrośnięta klata.
W kwestii estetycznej
⏩ wersja dla panów – znamy i pamiętamy memy o panach, którzy ćwiczą górę, a pomijają trening nóg. Wygląda to zabawnie, prawda?
Uświadomię Was teraz, że odwrotna rzecz, też istnieje na tym świecie. Są panowie, którzy ćwiczą tylko dół i uwierzcie mi, to też nie wygląda dobrze.
Proporcja ciała, rozkład naszej masy, ma duże znaczenie nie tylko wizualne.
⏩ wersja dla kobiet – siłownia to nie jest takie mitologiczne miejsce zmieniające kobiety w monstra. Kulturystyka to sport, w którym kobiety mają pod górkę. Nasze organizmy nie tak łatwo pozwalają na rozbudowę muskulatury i raczej bez porządnego koksu to nie wyjdzie – mówię o tych przypadkach, gdzie faktycznie kobiecość i seksapil odchodzą na boczek... gdzie jest już przesada...
Więc zluzujcie dziewczyny! Nawet solidny zajazd na dużych ciężarach nie sprawi, że zdobędziecie jakikolwiek medal w kulturystyce. Zapomnijcie w ogóle o tym.
Zamiast tego zaokrąglicie się tu gdzie trzeba i nie będzie żadnych wystających kości. A reszta jest kwestią gustu.
________________
Interesuję się sportem sylwetkowym już kilkanaście lat. 16 mniej więcej i zaczęło się właśnie od treningu góry. Dlaczego? Pominę moją historię, bo ona jest dosyć długa, a zaczyna się od "wyroku" ortopedy. Btw.
_______________
Silna partia od pasa w górę oznacza:
- lepszą ekonomię biegu,
- mocniejszą pracę rąk (istotne na podbiegach i na finiszu),
- stabilniejszą sylwetkę, gdy jesteśmy już porządne umęczeni,
- mniej bólu karku, barków i pleców (plecy były dla mnie kluczowe, bo jako dwudziestoparolatkę, tłukło mnie już w kręgosłupie porządnie)
Pamiętajmy, że siła wcale nie zabiera lekkości.
Do treningów warto dodać plyometrię, dla sprężystości, dynamiki i szybkości. Doskonała dla zawodowców.
Uczy generować dużą siłę w krótkim czasie, co jest polecane np. dla sprinterów.
Te szybkie i intensywne treningi rozwijają szybkość biegu, wysokość skoku i ogromną zwrotność (wzrasta reakcja i koordynacja ruchowa).
Po takim mezocyklu treningowym, poprawia się zarówno kondycja jak i proporcja ciała ogółem (ćwicząc górę i dół zarówno).
Swoje cele przyświecają środkom, a środki wybierajmy te, które mają najwięcej sensu.
Buu, a mnie najbardziej ciekawiła właśnie ta Twoja osobista historia :D
OdpowiedzUsuńNa różnych blogach ją spisywałam, one już nie istnieją co prawda, ale pamiętam, że to długo się pisało... chyba że znajdę na fb, jest taka możliwość. Bo żeby pisać od nowa, to chyba bym musiała urlop wziąć. XD Na fb mogę mieć to lepiej skompresowane.
UsuńPoszukam w wolnej chwili i puszczę w świat, bo to w sumie dość edukująca historia. Przede wszystkim to co mówi lekarz, nie zawsze musi być wyrokiem, zwłaszcza jak masz 20 lat, więc to było cenne. Tak mi się wydaje.
Haha, no dobra, jakoś przeżyję bez niej :) Nie musisz się specjalnie fatygować, ale jeśli znajdziesz – przez przypadek ;-) – to oczywiście chętnie się z nią zapoznam. Albo raczej odświeżę sobie pamięć, bo pewnie już ją kiedyś czytałam, tylko wyleciała mi z głowy.
UsuńOczywiście, że tak – lekarze nie są nieomylni.
W skrócie: w dzieciństwie miałam porażenie nerwów całej lewej strony ciała. Powodem był zwykły zastrzyk, pielęgniarka trafiła w nerw.
UsuńJeszcze rosłam, więc cały szkielet rósł nierówno, prawa strona normalnie, lewa w spowolnionym tempie. W wyniku tego, lewa strona jakby osiadła niżej, miednica była krzywo, cały kręgosłup pogiął się w różnych miejscach i np. lewa ręka jest krótsza, mniejsza dłoń, mam w niej niepełnosprawność, wcześniej lewą nogę trochę powłóczyłam. Lordoza, skolioza, pokiereszowany odcinek lędźwiowy, łopatki wystające, zadatki na garb.
Jako nastolatka, pogarbiona, pokrzywiona, bardzo mnie bolały plecy. W wieku dwudziestu lat w mojej pierwszej pracy (hipermarket) od dźwigania towaru ból był taki, że nie mogłam spać. Brałam leki przeciwbólowe i zwiotczające, żeby w ogóle spać.
Lekarz mi powiedział, że do trzydziestki będzie balkonik, jeśli nie zmienię pracy. Niestety na receptę nie przepisywał pracodawców. Jak wiesz, pracowałam w handlu do niedawna. Dokładnie 17 lat praktyki mam w tym zawodzie.
Ale co zrobiłam - zaczęłam czytać i natrafiałam na takie artykuły jak gorset mięśniowy itd. Lekarz mi zabronił absolutnie dźwigać, żadna siłownia, że tylko przyspieszę co nieuniknione.
Ale ja się naczytałam o tych kobietach co miały problemy z kręgosłupem i to wyleczyły na siłce i poszłam na siłownię. Tam miałam wspaniałą trenerkę, była Ukrainką. Lena wszystkiego mnie nauczyła, sprzedała kawał solidnej wiedzy w praktyce i wyszłyśmy z tych problemów. Przestałam brać leki, ćwiczę do dziś, gorset mam super.
Do tej poty jak mnie bolą plecy, to wystarczy, że się porozciągam.
Skrzywienie mam nadal, jest widoczne jak o nim nie myślę, a jak myślę, to staram się wyprostować. Nie mogę długo stać, bo trochę boli, muszę się ruszać. Żyję intensywnie i nie pcham żadnego balkonika, a mam 39 lat.
O mój Boże, straszna historia i przykro mi, że Cię to spotkało! Cieszę się jednak, że jest w niej happy end. Bo choć nie jest (niestety) idealnie, to mogło być znacznie gorzej! To też dowód na to, że lekarze nie są alfą i omegą.
UsuńCzasami warto kwestionować ich autorytet i prognozy.
Ma to swoje konsekwencje wizualne, których na pierwszy rzut oka nie widać i właściwie można tego nigdy nie zauważyć. Gdy o nich mówię rozmówcy twarzą w twarz, to zaczyna mi się przyglądać. Bardzo tego nie lubię, zaczyna się ocena w jego głowie. Wolę jak ludzie mają mnie za osobę zdrową bez mankamentów. Gdy wiedzą, wszystko się zmienia niestety, bo nawet wizualnie zaczynają widzieć cała moją asymetrię.
UsuńPowinnam mieć orzeczenie o niepełnosprawności, ale dokumenty o tym, że w ogóle byłam na zastrzyku "cudownie" zniknęły. W tamtych latach nie dało się słusznie walczyć o swoje prawa. Dzisiaj by to im tak łatwo nie przeszło.
Żyje mi się nieco trudniej niż innym ludziom, ale w zasadzie nie wiem jak to jest normalnie, więc nie narzekam. Jest to jedno z moich zwycięstw w życiu doczesnych, z których mogę być dumna. Ale właśnie przez to, że widać efekty niepełnosprawności, nie lubię o tym mówić (internet mnie mniej przeraża). Ze znajomych mało kto wie.
Termin dla mnie nowy, nikomu pewnie tą wiedzą nie zaimponuje, ale masz rację, jeśli ćwiczyć, to z głową!
OdpowiedzUsuńJa to potrzebuję mieć w notatkach, jakby ktoś mnie o coś w tym temacie pytał, a często nie potrafię przywołać z pamięci potrzebnych mi zwrotów i wtedy ratuję się takim blogiem.
Usuń